Po przeczytaniu przereklamowanej książki “Być jak Steve” nasuwa się parę ciekawych wniosków.

Nie można odmawiać Steve’owi Jobsowi wkładu w rozwój nowych technologii. iPod, iTunes, mac booki zmieniły nudne korzystanie z komputera w styl życia, który wielu zadowala. Twarda ręka i dbanie o szczegóły plus szczególna moc przekonywania pozwoliły wyciągnąć Jabłuszko z finansowego dołka.
„Ludzie nie wiedzą, czego chcą, dopóki im tego nie pokażesz”.
Steve w książce Kahneya jawi się jako guru gurów, którego każde słowo/fraza/opowiastka jest przyczyną do napisania długiej i chwalącej go rozprawy. Gdzieś jednak pojawiają się nagłe i nietłumaczone zwolnienia pracowników. Wychodzi na jaw upór, który nie pomaga konkurować Apple z innymi (metody schładzania komputerów). Parę projektów nie ogląda światła dziennego (i do końca nie wiadomo dlaczego).
Nareszcie ktoś nieśmiało napisał o wadach pana w czarnym golfiku. Kultowa osoba ma wady? Oczywiście i szkoda, że samemu Jobsowi trudno się do nich przyznawać. W kulcie super produktów pojawiają się ryski, które wątpiącym pozwolą jeszcze bardziej wyznawać swój pesymizm. Niestety ślepo wierzący nadal będą potulnie dawać się wciągać w gierkę zwaną Apple.
Wydaje się, że autor chciałby pisać całą prawdę o panu SJ jednak mit, jaki wykształcił się w świecie nie powala mu na to. Szkoda, bo ochów i achów mamy wiele, a krytycznej oceny żadnej. Czekać więc wypada na kolejną – miejmy nadzieję, dogłębniejszą książkę.
“Być jak Steve Jobs. Jeśli chodzi o pomysły, wszystko jest dozwolone”
Leander Kahney
wydawnictwo Znak
2010