Tytuł w języku angielskim w pełni oddaje to, czego tygryski oraz ja nienawidzimy najbardziej. Wlepiania gał w mój własny/osobisty ekran – rozmiar 15 cali.
Przypadłość wpatrywania się w nie swój ekran historię ma dość długą. Za komuny, gdy jeden telewizor był na jeden blok – na mecz/serial/przemówienie wodza schodzili się wszyscy i z przejęciem pochłaniali telewizyjne treści. Od razu idę o zakład, że właściciel szklanego ekranu zobaczył najmniej (spuśćmy jednak na to zasłonę milczenia).
Technologie ruszyły do przodu, a jednak swój własny ekran nie wystarcza. Trzeba jeszcze w pracy, zaglądać w czyiś ekran, w domu zaglądać w czyiś ekran … i tak dalej i tak dalej.
Posiadacze lapsów/lapśiów mają jeszcze gorzej. Posiadacz, który decyduje się na korzystanie z technologii w śkm skazany jest na bazyli wzrok współpasażerów. A skupić się na działaniu w takich warunkach nie jest łatwo. Zapewniam.
Nawet hostessy kas nie mają lekko. Co drugi klient zapuszcza żurawia patrząc się w ekran przeznaczony dla sprzedawczyni. Dlaczego? Tego nie wie pewnie nikt.
A może i wie. Wszechwiedzący facebook i prawie 400 tysięcy osób, które jak ja i paru mi bliskich nie znoszą gapienia się w swój osobisty monitor przez inną parę/lub jedno oko. Chociaż i tam nie ma przekonującej odpowiedzi.
Niby ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale społeczeństwo nic sobie z tego nie robi. Ot stopnie są zawalone kolejnymi miłośnikami nieswoich 15 cali.